W niedzielę 10 grudnia Kościół w Polsce obchodzi dzień modlitwy za Kościół na Wschodzie. Nasza parafia już tydzień wcześniej w I Niedzielę Adwentu rozpoczynającą nowy rok liturgiczny pod hasłem: „Jesteśmy napełnieni Duchem Świętym” gościła księdza misjonarza Łukasza Niemca pracującego w dalekim Kazachstanie.

Ks. Łukasz pochodzący z parafii p.w. Miłosierdzia Bożego  w Tarnowie, został wyświęcony na kapłana dnia 30 maja 2009 roku wraz z naszym księdzem wikariuszem Kazimierzem przez biskupa Wiktora Skworca. Po 2 – letniej pracy w parafii w Łużnej, we wrześniu 2011 roku wyjechał do Kazachstanu jako misjonarz, choć jego misyjne powołanie kazało mu postawić stopy na kazachskiej ziemi już w lecie 2007 roku jeszcze jako klerykowi WSD w Tarnowie. W Kazachstanie, był najpierw wikariuszem w Atyrau (od września  2011 do kwietnia 2013), ale w tym czasie dojeżdżał do Kulsar, zostając na miejscu przeważnie od soboty do poniedziałku. Później został już tutaj proboszczem (od maja 2013 do lipca 2014), a następnie po krótkiej przerwie na pracę w Atyrau, ponownie od stycznia 2015 dojeżdża do Kulsar, równocześnie będąc wikariuszem generalnym w administraturze. Parafia pw. Miłosierdzia Bożego w Kulsarach, gdzie obecnie pracuje,  oddalona jest od Atyrau 230 km.  Została oficjalnie zarejestrowana w 2004 roku. Początkowo miejscowy Kościół zbierał się w wykupionym w bloku mieszkaniu i  w Mszy niedzielnej uczestniczyło cztery dorosłe osoby. Dzisiaj wspólnota ma już swój mały kościół, czy bardziej dużą kaplicę. 

Samo miasto Kulsary jest zamieszkałe przez około 55 tys. mieszkańców. Aż 99,5%  z nich to Kazachowie kojarzeni z islamem. Faktycznie jednak ta „przynależność” do islamu wyraża się w zachowywaniu podstawowych tradycji związanych z tą religią. Chodzi głównie o zabicie i spożycie baranka na święto Kurban Ait, pieczenie ciastek i dzielenie się nimi z innymi. Nie dziwi jednak sprowadzanie całej aktywności religijnej do tych działań, jeśli weźmiemy pod uwagę, że do połowy lat  90 w tak dużym mieście nie było żadnej świątyni: ani kościoła, ani cerkwi, ani nawet meczetu.  

Obecnie na Eucharystii w niedziele i święta zbiera się przeciętnie  od 10 do 20 osób. Pośród nich są osoby starsze, ale też dzieci i młodzież, w tym paru ministrantów. Czasami liczba będących na Mszy św. wzrasta nawet o sto procent, co wiąże się z przyjazdami Polaków pracujących przy wydobyciu gazu w Tengizu.  Spośród osób na stałe zamieszkujących w Kulsarach tylko trzy są ochrzczone, dlatego potrzeba wiele cierpliwości i życzliwości, ale z drugiej strony pokazania, że wiara ma sens, bo dotyczy ich życia. Życie religijne toczy się tutaj na „zwolnionych obrotach” w porównaniu z nieraz przemysłowym rytmem naszych polskich parafii. Ostatniego chrztu w Kulsarach ks. Łukasz udzielił w 2013 roku. Nie pobłogosławił żadnego małżeństwa. Na Boże Narodzenie 2016 jedna osoba przystąpiła do I Komunii Św. Największą radością jest to, gdy ktoś zaczyna żyć wiarą, we wspólnocie są dwie rodowite, pełne Kazaszki. To szczególny powód do radości w społeczeństwie, gdzie wiara katolicka nie może się przebić przez mur kazachskiej kultury. Ks. Łukasz jednak  robi co może, by wiara małej trzódki umacniała się i rozwijała. W tym celu m.in. założył grupę biblijną. Na razie przychodzi na nią kilka osób. Podczas spotkania przybyli rozważają  teksty liturgiczne z niedzieli, podejmują różne tematy, nawet te niełatwe jak np. nowy człowiek według nauki św. Pawła. Rozwojowi wiary i doświadczenia powszechności chrześcijaństwa służyło również zorganizowanie przyjazdu na Światowe Dni Młodzieży do Polski w lipcu 2016 r. To kosztowało wiele trudu organizacyjnego i fizycznego. Podróż w jedną stronę, przez Moskwę, trwała ponad trzy dni.  W całej grupie było 26 młodych ludzi, w wieku  od 16 lat. Grupa stanowiła reprezentację czterech, z sześciu parafii administratury.

W jednym ze swoich listów ks. Łukasz napisał:  „U nas w administraturze Atyrau pracy nie brakuje, choć jej specyfika jest bardzo różna w zależności od parafii. W Atyrau bp Adelio dell’Oro  przyzwyczaja się do posługi biskupiej w zachodnim Kazachstanie. Wprawdzie jeszcze nie zajmuje się czyszczeniem kanalizacji i spawaniem plastikowych rur, jak jego poprzednik bp Janusz Kaleta, ale powoli doświadcza tego, co znaczy onus episcopatus (ciężar posługi biskupiej) w Atyrau. Dzięki Bogu bp Adelio nie jest osamotniony w swoich kazachskich zmaganiach.  Pomaga mu ks. Cezary Komosiński – kapłan diecezji gdańskiej – proboszcz parafii pw. Przemienienia Pańskiego w Atyrau i wikariusz generalny. Jego ośmioletnie doświadczenie w pracy misyjnej w Atyrau i Kulsarach jest potrzebne zwłaszcza teraz,  gdy przychodzi zmagać się z różnymi problemamiW Uralsku ks. Peter Sakmar, proboszcz rodem ze Słowacji,  zmaga się z remontem dachu, doświadczając przy okazji, co znaczy rzetelność i solidność kazachskich pracowników budowlanych. Tegoroczna zima, a zwłaszcza przedwiośnie, wyrządziło sporo strat. Chociaż w tamtym roku była przeprowadzana kontrola stanu dachu, to jednak jakimś cudem woda z roztopów dostała się do budynku no i była powódź. Remontu wymagają praktycznie wszystkie pokoje znajdujące się na poddaszu. Te uralskie problemy wpływają oczywiście na działalność duszpasterską w całej administraturze. Każdego roku w Uralsku były organizowane obozy dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Są one bardzo ważnym elementem naszej pracy duszpasterskiej. Na co dzień nasi parafianie żyją w środowisku akatolickim (katolików w Zachodnim Kazachstanie jest ok. 0,1%). Dzieci są najczęściej jedynymi katolikami w swoim otoczeniu: w szkole, na podwórku wśród kolegów i koleżanek. To właśnie w Uralsku na obozie, razem z  rówieśnikami, którzy są  braćmi i siostrami w wierze, umacnia się ich  katolicka tożsamość. Dzieci widzą, że bycie katolikiem  jest związane nie tylko z niedzielnym uczestnictwem we mszy świętej. Katolikiem jest się wszędzie: w szkole, w domu, na wakacjach. O chrześcijański dom winni troszczyć się rodzice. Różnie to bywa w naszej Ojczyźnie, a co dopiero w Kazachstanie, gdzie rodziny bardzo często są podzielone pod względem religijnym. Chrześcijańska szkoła to bardzo odległa perspektywa misyjnej działalności Kościoła w Kazachstanie. Ogrom biurokratycznych trudności, brak wykwalifikowanej kadry, nie czynią tego zadania realnym w najbliższej perspektywie czasowej (przynajmniej w zachodnim Kazachstanie - nie mam odpowiedniej wiedzy, jaka jest sytuacja w tym względzie w innych częściach kraju). Pozostaje zatem parafia jako jedyne miejsce oddziaływania duszpasterskiego. Jeśli Mahomet nie może przyjść do góry, to trzeba sprawić, by góra przyszła do niego. Jeśli my nie możemy prowadzić działalności misyjnej poza terenem parafii (zabrania tego nowe prawo wyznaniowe Republiki Kazachstanu) , to trzeba zrobić wszystko, by ludzie do nas przyszli. Dotyczy to zarówno tych, którzy co dopiero zapoznają się z Kościołem katolickim, jak i naszych parafian. Z tego względu wszelkie inicjatywy wspólnego wypoczynku połączonego z formacją są bardzo cenne. Niestety, tegoroczny wyjazd do Uralska jest naznaczony trudnościami i dlatego myślimy o innym miejscu. Chcemy z młodzieżą pojechać do Ozjornego, gdzie jest sanktuarium Matki Bożej Królowej Pokoju. To spotkanie będzie nawiązywać do ŚDM w Rio. Nie stać nas na podróż do Brazylii, więc jest pomysł, by katolicka młodzież z Kazachstanu i Rosji spotkała się w Ozjornym. Będzie to z pewnością doświadczenie powszechności Kościoła dla  młodych ludzi. Wobec problemów w innych parafiach naszej administratury można powiedzieć, że w Atyrau i w Kulsarach mamy teraz czas względnej stabilizacji. Nie planujemy w tym roku jakichś szczególnych prac budowlanych. Chcemy skupić się na działalności duszpasterskiej. Jak jednak to zrobić, gdy w mieście ponad 40 tysięcznym można liczyć na mniej więcej 20 osób? W Kulsarach odczuwam ciągle, że jestem kimś obcym. Mieszkam tam na stałe od końca kwietnia, ponad półtora roku prowadzę działalność duszpasterską, a jednak bardzo często pojawiają się pytania o sens pracy. Ze statystyk wiemy, że 98% mieszkańców Kulsarów to Kazachowie, dla których katolicyzm jest czymś zupełnie obcym. Można czasem usłyszeć takie pytanie: prawosławni to chrześcijanie, w wy to kto? Brak wiedzy religijnej i nieufność względem obcych powoduje, że dla wielu jesteśmy po prostu sektą. Trudno się dziwić takiemu myśleniu, jeśli parafia w Kulsarach nie ma jeszcze 10 lat, budynek kościelny raptem 6 lat i ludzie ciągle pamiętają, że wcześniej w tym miejscu był sklep i dom mieszkalny. To zabawne, bo w innych częściach byłego Związku Radzieckiego ludzie ,widząc magazyn lub chociażby salę koncertową, mówią: tam dawniej był kościół. A w Kulsarach słyszę: tam, gdzie teraz jest kościół, dawniej był sklep. Wiele zmieniło się w Kazachstanie w ciągu ostatnich 21 lat niepodległości tego kraju, także w wymiarze religijnym. Widać nowe kościoły, meczety. Te zewnętrzne oznaki odrodzenia są jednak pytaniem o otwarcie ludzkich serc na łaskę Bożą. Działalność misyjna w Kazachstanie pokazuje, że łatwiej wybudować kościół z kamienia niż z żywych ludzkich serc. Przyznam szczerze, że dla mnie najtrudniejszym bywa oczekiwanie na ludzi w niedzielne popołudnie, kiedy o 15.00 gromadzą się na mszy świętej. Przyjdą? Spóźnią się? Dlaczego ich nie ma? Bardzo często takie pytania kotłują się w mojej głowie. Wiem, że są to pokusy, które mają zniechęcić i gasić zapał do pracy. Jeśli więc mogę o coś prosić, to przede wszystkim  o modlitwę, żebym na swoją pracę misyjną nie patrzył oczami człowieka sukcesu, dla którego liczą się tylko liczby, statystyki. Chciałbym, aby moimi były słowa świętego Pawła z Pierwszego Listu do Koryntian: „Ja siałem, Apollos podlewał, lecz Bóg dał wzrost. Otóż nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost – Bóg”(1Kor 3,6-7). Jestem w Kulsarach, bo Pan Bóg w przedziwnej swej Opatrzności sprawił, że w tym muzułmańskim mieście Kościół katolicki może oficjalnie działać. Podczas gdy w krajach islamskich, czy choćby podzielonych religijnie jak np. Nigeria, dochodzi do krwawych aktów przemocy wobec chrześcijan, ja mogę swobodnie poruszać się po ulicy, moi parafianie mogą spokojnie żyć razem ze swoimi muzułmańskimi czy prawosławnymi sąsiadami. Już choćby ten pokój religijny jest wielką łaską, za którą trzeba dziękować Panu Bogu i odpowiedzieć na nią gorliwą pracą apostolską. Z pewnością największym wyzwaniem, przed którym stoi Kościół w Kazachstanie, jest przeniknięcie katolicyzmu do kultury kazachskiej. Przyjęcie i zaaprobowanie odmiennej mentalności, ukształtowanej przez koczowniczy tryb życia przodków współczesnych Kazachów jest nie lada wyzwaniem dla człowieka z Europy. Jesteśmy potomkami ludzi zajmujących się rolnictwem. Nauczeni czekać na owoce swojej pracy – planujemy, kalkulujemy. Człowiek, który zajmował się wypasem bydła, czy wielbłądów  na stepie, miał inne priorytety. Liczyło się przede wszystkim tu i teraz. I choć Kazachowie od  wielu pokoleń prowadzą osiadły tryb życia, to jednak zmiany w mentalności są bardzo powolne. Przyznam szczerze, że kiedy widzę niektórych kazachskich kierowców, to zastanawiam się, czy jestem na stepie wśród wielbłądów, czy na drodze. Żeby zrozumieć kulturę kazachską, chciałbym spotykać się nie tylko z moimi parafianami, którzy w zdecydowanej większości są potomkami narodów europejskich, ale również z rdzennymi mieszkańcami Kulsarów. Pomocą w tym byłaby znajomość języka kazachskiego. Ciągle jednak jest to wyzwanie, którego nie zacząłem jeszcze realizować. Brakuje determinacji – jeśli całe duszpasterstwo odbywa się w języku rosyjskim, to  po co kazachski?  Choćby po to, żeby zrozumieć ludzi, którzy już nie mówią po rosyjsku. Coraz więcej można ich spotkać na ulicy, w sklepie, w urzędach. Nawet jeśli nie zechcą przyjąć wiary katolickiej, to nie przekonamy się o tym, dopóki nie zaczniemy z nimi rozmawiać w ich ojczystym języku. Posługa duszpasterska w Kulsarach ma również aspekt ekumeniczny. W tym mieście nie ma cerkwi prawosławnej, ale są ludzie, którzy uważają się za prawosławnych. Niektórzy z nich regularnie przychodzą do kościoła, można powiedzieć, że ich gorliwość jest większa niż niejednego ochrzczonego katolika. Dwa przykłady. Małżeństwo: on – ochrzczony katolik (pochodzi z rodziny o korzeniach niemieckich), jego żona prawosławna. Zazwyczaj w kościele spotykam Lubę, a mąż akurat w niedzielę ma tysiąc różnych spraw na głowie i nie znajduje czasu na uczestnictwo w niedzielnej Eucharystii. W uroczystość Bożego Ciała na mszy świętej było więcej prawosławnych niż katolików. Prawosławni, którzy przychodzą do Kościoła katolickiego w Kulsarach, swoją postawą przyjmują katolickie wyznanie wiary, uczestniczą w rzymskokatolickiej liturgii. Nie chcą jednak formalnie przystąpić do Kościoła katolickiego, gdyż byłaby to dla nich zdrada tożsamości. Uważają się za Rosjan, którzy z różnych powodów znaleźli się w Kazachstanie i chcą pozostać wierni swoim korzeniom. Z drugiej strony odczuwają głód Pana Boga i dlatego decydują się na uczestnictwo we mszy świętej w Kościele katolickim. Kiedy tak zastanawiam się nad misją na kazachskiej ziemi, to przychodzą mi na myśl słowa Apostoła Narodów, który mówi o sobie, że „stał się wszystkim dla wszystkich” (por. 1 Kor 9, 20-22).  Spotkanie ludzi wielu kultur, tradycji, religii i różnych mentalności bywa trudne. Czasem człowiek nie potrafi się w tym wszystkim odnaleźć. Nie ma gotowych schematów,  standardów, do których dość łatwo przyzwyczajamy się w Polsce. Jest za to ogrom łaski Bożej, wsparcie życzliwych ludzi i doświadczenie Kościoła, który jest „małą trzódką”. W Kazachstanie ciągle odkrywam, że Dzieje Apostolskie, opisujące życie pierwszych wspólnot chrześcijańskich, mogą być aktualne także i dziś. I to chyba jest moją największą radością i nadzieją w pracy na kazachskiej ziemi”.

Podobnie w  wygłoszonej homilii ks. Łukasz przybliżył wszystkim wiernym naszej parafii pracę w dalekim Kazachstanie i prosił o nieustanną modlitwę za wszystkich misjonarzy, szczególnie trudzących się głoszeniem Ewangelii Świętej na dalekim Wschodzie.

Panie Jezu Chryste, spojrzyj, prosimy, na swoich misjonarzy: na ks. Łukasza i wszystkich kapłanów, braci, siostry zakonne i ludzi świeckich, którzy wszystko opuścili, aby dawać świadectwo słowu Twemu i Twej miłości. 
Bądź im tarczą potężną i podporą silną, ochroną przed gorącym wichrem i osłoną przed żarem południa, zabezpieczeniem przed potknięciem się i pomocą w upadku.


Prowadź ich. Podnoś na duchu. Słowem i przykładem swoim oświecaj w przeciwnościach i niebezpieczeństwach.

 



Joomla templates by a4joomla